660 stories
·
0 followers

Z cyklu: Wuj Jacek z podróży - Antwerpia, część 2.

1 Share
        Zatem Antwerpia właściwa. Antwerpia właściwa składa się ze strony prawej, cywilizowanej, nadającej się do zamieszkania oraz lewej, dzikiej, nieprzyjaznej, porośniętej krzakami, w których mieszkają wilki. Czyli jak w Warszawie, tylko odwrotnie. W przeciwieństwie do Warszawy jednak, w Antwerpii do części dzikiej dostać się można nie mostem a tunelem. Jakieś 30 metrów w dół po schodach, potem pół kilometra pod ziemią i wodą i znowu 30 metrów w górę po schodach. Znam z opowieści tylko, gdyż jako człowiek rozsądny unikam miejsc, w których od milionów litrów wody dzieli mnie tylko belgijska myśl budowlana. A propos wody. Ichniejsza Wisła nazywa się Skalda i wygląda tak:

Taka tutejsza Wisła.
Zdjęcie zrobione z brzegu cywilizowanego. Jak się dobrze przyjrzeć na brzegu po drugiej stronie rzeki widać polujące wilki.

        Zwiedzanie Antwerpii rozpoczęliśmy od wniesienia walizek (bo to nigdy nie jest jedna walizka, nigdy) na drugie piętro bez windy. “Pff” - pomyślałby ktoś, kto nie był, nie widział i generalnie się nie zna. Gdyż schody w budynkach mieszkalnych w Antwerpii wyglądają tak:

Schody kręcone mocno.
        Po takich schodach bez walizki wchodzi się niezbyt komfortowo. Dla porównania na zdjęciu stopy Jacka na belgijskich schodach. Jak widać filigranowej postury Jacek zajmuje całą niemal szerokość schodów. Już schody na okrętach podwodnych dają większe pole manewru niż te tutaj. Osoby z lekką klaustrofobią lub chorobą morską (po dwóch piętrach chodzenia w kółko nieźle kręci się w głowie) proszone są o robienie przerw na półpiętrach. W tym akurat budynku była nawet winda. Właściwie to… Ej, jakie jest zdrobnienie od ‘winda’? Windusia? Windziunia? Gdyż to nie była winda, to raczej była windziunia. Za dowód niech posłuży informacja, że Jacek po ujrzeniu owej windy stwierdził, że jednak wejdzie po schodach. A kto mnie zna, ten wie, chodzenie po schodach nie jest moją pasją. Nic a nic. Nie zrobiłem zdjęcia wnętrza windziuni, bo musiałbym użyć trybu makro, a jeszcze nie umiem go używać.

        “Zaraz, zaraz...” - napadnie myśl kogoś dociekliwego, “jak oni mają tam takie mikroskopijne schodki, to jak oni wnoszą lodówkę na czwarte piętro?”. Odpowiadam:

W ostępach czają się dzikie podnośniki.
        “W tle, ukryty w gąszczu jednego z nielicznych w Antwerpii drzew, czai się samiec podnośnika. Jego organ dostawczy sterczy w całej okazałości. Wcześniej oznakował teren jaskrawą taśmą, aby podczas aktu dostarczania nie był niepokojony przez tubylców i turystów. Ten dorodny okaz bez problemu sięga do trzeciego piętra i bez trudu może dostarczyć za jednym razem ofiarę o wadze solidnej sofy. Na wysokości trzeciego piętra jego dzisiejszy cel, mieszkanie niczego niepodejrzewającego antwerpianina, gotowe do aktu, z oknem rozwartym na pełną szerokość. Tu widzimy mieszkanie z podgatunku planus fenestram mantis, czyli z oknem uchylnym do góry. Tereny Antwerpii zamieszkuje również nie mniej popularny podgatunek planus fenestram latus, czyli z oknem uchylnym na boki. Podnośniki równie chętnie krzyżują się z oboma podgatunkami.”
Czytała Krystyna Czubówna.

        Tak, moi mili i czcigodni, w Antwerpii meble dostarcza się przez okna. Po dostarczeniu idzie się na to z czego słynie Antwerpia - diamenty i czekoladę. Przy czym na diamenty możemy tylko popatrzeć przez szybę, natomiast na czekoladę również możemy tylko popatrzeć przez szybę. Dobra, żartuję. Na czekoladę można popatrzeć z bliska. Mają nawet muzeum czekolady. Eksponaty tak wyeksponowane, że domyślam się, iż muszą je co jakiś czas uzupełniać. Gdyż kto by się oparł i nie schrupał kawałka wiewióra? No kto? Warto było zapłacić 200€ kary. I można tam sobie tych czekoladek kupić, ale chyba diamenty wyszłyby taniej.

Wiewiór z wnętrznościami z czekolady.
        Co robi każdy uczciwy Polak po posiłku? Idzie do kościoła. Tako i my poszliśmy. Nie było lekko, gdy główna ulica w mieście wygląda jakby budowali pod nią metro po warszawsku:

Budowa pierwszej linii metra w Antwerpii.
        I tak podobno od lat i jeszcze przez lata. Ale nam, mieszkańcom wiecznego miasta, znaczy wiecznie rozkopanego miasta, takie widoki niegroźne. Przybylim, przedarlim się i zobaczylim. Pal licho kościół (choć wypasiony, muszę przyznać), ale ten witraż. Trochę się chyba trzeba było przy nim napracować. Szukałem tam na dole napisu “Made in China”, ale nie było.

Witraż nie Made in China.
        Za to w okolicy była cała chińska dzielnica. Powiadam Wam, przekraczacie bramę i jesteście w Chinach. Wprawdzie nie ma wielkiego muru, tylko mury pobliskich budynków, ale po zamknięciu oczu słychać i czuć Chiny. I jak piszę, że słychać i czuć, to to nie jest metafora, alegoria ani onomatopeja.

Wielka draka w chińskiej dzielnicy.
        W temacie schodów Antwerpia zadziwia raz jeszcze. Gdzieś w okolicy centrum, znaczy takiego ichniego placu targowego, mają bydynek. A przy budynku schody. I jak żałują schodów w budynkach mieszkalnych, tak tu nie żałowali.

Schody. Więcej schodów. Na dach.
        Możesz sobie, dostojny kliencie wybrać. Schody krótkie, średnio długie i najdłuższe. A wszystkie prowadzące na dach. Nie wiem co jest na dachu, bo jako znany miłośnik schodów nie mogłem się zdecydować, którymi wejść, więc nie wszedłem wcale.

        Nie mam lęku wysokości, gdyż - jak mawiają mądrzy ludzie (a konkretnie to Pratchett w jednej z części Świata Dysku) - to nie wysokość zabija tylko grunt. Mam zatem lęk gruntu. Zatem zdjęcia z wysokości mogą być nieostre i źle wykadrowane, bo ciężko się robi z zamkniętymi oczami. Z dołu to wyglądało tak:

Widok z dołu.
        Nie wiem czy zdjęcie oddaje odpowiednio przerażająco oddaje skalę przedsięwzięcia, ale w wagoniku mieści się 6 osób, to sobie dowyobrażajcie. A z góry to wygląda tak (nie wiem co widzicie, bo nie widziałem co robię):

Widok z góry. Chyba.
        Największą jednak atrakcją w Antwerpii w czerwcu był niepozorny turysta z Warszawy. Paparazzi tłoczyli się wokół tak bardzo, że na zdjęciu można policzyć nie tylko ile Jacek ma oczu, ale również ile ma siwych włosów na brodzie.

Przypadkowy turysta z Polski.
Antwerpia, jak i cała Belgia, słyną ze swoich piw. Ale żeby przeprowadzić porządną degustację, to trzeba tam pojechać na trzy tygodnie, a nie na trzy dni. Zatem następnym razem. 
PS. A poprzedni post był postem numer 300. A nikt mi nie powiedział i taka okazja do świętowania nam przeszła koło nosa.
Read the whole story
Share this story
Delete

Dobry szef sztabu to skarb!

1 Share
Będzie krótko i na temat! …

Read the whole story
Share this story
Delete

Memorable Quotes

4 Comments and 7 Shares
"Since there's no ending quote mark, everything after this is part of my quote. —Randall Munroe
Read the whole story
Share this story
Delete
3 public comments
jth
6 days ago
reply
Wouldn't quoting anything from this post require quote marks around the quote marks in the quote?
Saint Paul, MN, USA
fancycwabs
5 days ago
Not if you only quoted the part inside the quote marks, and replaced those quote marks with ellipsis.
Covarr
6 days ago
reply
"Luke, I am your father." -Mark Twain, to his son Luke Clemens
Moses Lake, WA
satadru
6 days ago
reply
This is a glorious mockery of so much of high school education.
New York, NY

O czasie i kalendarzu słów kilk... Sporo!

1 Share
Wszystkim Bojowniczkom i Bojownikom życzę Szczęśliwego Nowego Roku 30! A także aby nadchodzący rok 2771 był lepszy od poprzedniego 5778! Brzmi t…

Read the whole story
Share this story
Delete

New Mersenne prime

1 Share

With impeccable timing, just in the middle of my series about primality testing, a new Mersenne prime has been announced, a little under two years after the previous one. In particular, it has been shown that 2^{77,232,917}-1 is prime; this is now the largest known prime number.

If you want to understand what computers are actually doing when they check a Mersenne number for primality, I wrote a whole series about it two years ago: visit this list of my post series and search for “Lucas-Lehmer”.




Read the whole story
Share this story
Delete

Toxic Masculinity Stew

2 Comments and 3 Shares


If you enjoy my cartoons, and can spare it, please support my patreon! A $1 pledge means a lot.


Transcript of cartoon

At the top of the strip, there’s a drawing of various unidentifiable shapes floating in a licked in a pot. Lettering on top of the drawing, in cheerfully cartoony letters, says “Toxic Masculinity Stew.”

Panel 1
A man in a chef’s shirt talks directly to the viewer. He has a mustache, is bald, and looks to be middle-aged but vigorous. He’s holding a long spoon in one hand and making a “thumb’s up” sign at the viewers with his other hand; there are various bowls arrayed in front of him, with neon green stuff in the bowls, and a big stew pot to his right. (Throughout this strip, all colors are a bit desaturated and dull, other than the neon green.)
CHEF: Welcome! Today we’ll be making “toxic masculinity stew.” Yum!

Panel 2
The chef is stirring some neon green stuff in a pan.
CHEF: We’ll start by sautéing some feelings. We’ll bury these at the bottom of the pot, so no one will ever see them!

Panel 3
The chef hold out a neon-green egg towards the viewer. The egg is visibly cracked.
CHEF: Add a delicate sense of manhood. The slightest thing can make boys feel that this has been shattered! What fun!

Panel 4
The Chef mixes something in a bowl.
CHEF: In a separate bowl, put ht eidea that “the sex” is something held by women. Mix it with the belief that if a man can’t get “the sex” from a woman, one way or the other… Then he’s not a real man at all!

Panel 5
From above the pot, we see the chef’s hand holding a shaker (like a salt shaker) and sprinkling neon green specs into the stew.
CHEF: Now sprinkle in lots of gear of being soft or gentle or vulnerable. Nothing spoils this dish quicker than boys accepting these parts of themselves!

PANEL 6
The Chef holds out a spoon towards the viewer. The spoon is dripping with a thick, neon-green liquid.
CHEF: Simmer for 10-40 years and there you have it… a lovely toxic masculinity stew! It tastes repulsive and bitter, but don’t worry. They’ll eat it up.

KICKER PANEL
A tiny panel below the bottom of the strip shows a woman yelling at the cartoonist.
WOMAN: Criticizing how society harms men means you’re anti-male!

Read the whole story
Share this story
Delete
2 public comments
kleer001
11 days ago
reply
I did about five minutes research and found 'toxic masculinity' comes from a dry academic essay in 1995. I wonder how it's gotten so much traction.
tante
12 days ago
reply
Toxic masculinity stew
Oldenburg/Germany
Next Page of Stories